czwartek, 29 grudnia 2011

001. Bella, merci!

Wstałam i ujrzałam, że za oknem pada śnieg. Cały świat przybrał kożuch białego puchu. Anna i Lily już lepiły bałwana, bo śniegu było dość dużo, aby go stworzyć. Nie miały kurtek, czapek i szalików, wyszły tylko na swoich krótkich, nocnych pidżamach. Wybiegłam na balkon i krzyknęłam:

- Anna, Lisa, chodźcie! Za chwile się przeziębicie!
- Oj, Bella, nie narzekaj! - ale chyba zmieniły zdanie i wróciły do domu.

Zrobiłam im śniadanie i poszłam zobaczyć, co dzieje się w okolicy. A właśnie- zapomniałam się przedstawić. Jestem Bella Carbonara, pochodzę z Włoch. Mieszkam w małym miasteczku koło Londnu, Glasgow. Mam 16 lat i chodzę do liceum muzycznego. Anna i Lily to moje siostry. Anna ma 4 lata, a Lily 10. Mieszkam z ciocią Candice, bo moi rodzice zmarli jak miałam 4 lata.

Na spacerze spotkałam pana Curtera, nauczyciela matematyki. Przez niego miałam nie przespane noce z powodu uczenia się na testy i kartkówki. Po tym ujrzałam mały lasek i zaczęłam przedzierać się przez gałęzie pni, które rosły koło drogi. Rosło w nim pełno grzybów, ale moją uwagę zwróciła rwąca rzeka, która otaczała cały lasek. Zaczęłam za nią iść. Zrobiło się strasznie ciepło, zdjęłam balerinki i wskoczyłam do rzeki.
-Ał!- krzyknęłam
Pod moją nogą leżał wisiorek. Włożyłam rękę do wody i odnalazłam wisior. Była to twarz królika w kapeluszu, która otwierała się i powstawał zegarek. Od razu go ubrałam i poszłam dalej. Szłam godzinę, dwie godziny... I wcale nie mogłam obejść całego lasu. Wydawało się, że ta rzeka się nie kończy i że obeszłam cały świat. Nagle rzeka się się skończyła i ujrzałam wielki zamek a przed nim tajemnicze pudło... CDN.